Na szybko, bo szybko ostatnio wszystko się dzieje. Albo po prostu dużo tego wszystkiego. Cudownie.
Katar cały czas męczy, a ja go męczę czosnkiem. Basen sobie w tym tygodniu podaruję, bo jeśli już ja choruję, to to musi być coś niezwykle poważnego i groźnego, bo zdarza mi się to raz na 2–3 lata. Ale jogi nie popuszczę. Muszę koniecznie dziś sprawdzić, co takiego robię, że potem przez tydzień bolą mnie tylne uda. Na pewno szarżuję.
Tymczasem do diety już przywykłam, inne niż dotąd obiady nie robią na mnie wrażenia, nie żałuję polanych tłuszczykiem ziemniaków ani kaszy, smażonych schabów w panierce, nawet skórki kurczaka mi nie żal. A o soli prawie już zapomniałam. Doszło do tego, że parę ziarenek niskosodowej soli w jajku na miękko moje kubki smakowe identyfikują jako „przesolone”.
No to żeby nie było za łatwo, rzuciłam jeszcze palenie.